Skończyłam Akademię Wychowania Fizycznego, ale w zawodzie nigdy nie pracowałam. Przez 15 lat byłam pielęgniarką, a od wielu lat jestem certyfikowanym terapeutą uzależnień. Obecnie prowadzę własny gabinet. Wychowałam się w Kobiórze, ale większość dorosłego życia spędziłam w Pszczynie. Do Bytomia przyjechałam wraz z koleżankami do nieistniejącego już Klubu Brama. Kumpele mówiły, że tam grają dobrą muzykę i… potrzebowały kierowcy, więc dałam się namówić. Jam session w Bramie prowadził akurat Marek i tak się zaczęło. Od 13 lat jesteśmy razem, od 12 lat śpiewamy razem, a od 7 jesteśmy małżeństwem.
Nigdy wcześniej nie śpiewałam, chociaż pochodzę z muzycznej rodziny. Wszyscy moi bracia, bratankowie, bratanice, siostrzenica grają na instrumentach lub śpiewają. Jednym z braci ( a miałam ich czterech) jest znany śląski bluesman Adam Kulisz. Ojciec grywał na gitarze, a mama nie raz śpiewała na rodzinnych spotkaniach bez problemu wchodząc na drugi, a nawet trzeci głos (myślę że tą umiejętność odziedziczyłam po niej). Ja z publicznym śpiewaniem miałam do czynienia tylko w dzieciństwie: w parafialnej scholi, na międzykolonijnym konkursie piosenki, czy w dziecięcym zespole taneczno-wokalnym. Kiedyś na jednej z rodzinnych imprez, które prawie zawsze łączyły się z wspólnym muzykowaniem, Marek usłyszał jak śpiewam. Szczególne wrażenie zrobiła na nim moja umiejętność wchodzenia „z marszu” w drugi głos. Stwierdził wtedy że taki talent nie może się marnować… i się zaczęło.
Marek od 30 lat pisał teksty dla siebie, czyli dla mężczyzny. Na początek w kilku piosenkach udało mu się dokonać „zmiany płci” wykonawcy więc miałam już jakiś zalążek repertuaru. Potem zaczął pisać piosenki już specjalnie dla mnie. W mojej edukacji wokalnej swoistym przełomem były warsztaty prowadzone przez Elżbietę Zapendowską przy okazji bytomskiego festiwalu piosenki poetyckiej „Kwiaty na kamieniach”. Warsztaty trwały krótko, ale bardzo dużo mi dały, to było wspaniałe doświadczenie. W jakiś sposób wówczas się „odblokowałam”, przestałam się bać śpiewać publicznie. Były jeszcze warsztaty u Grażyny Łobaszewskiej, nagranie pierwszej płyty Przekroju Misia „Obrazki na ścianie”, na której byłam jedyną wokalistką i oczywiście wiele koncertów, które ugruntowały mój wokalny image. W ten sposób „Przekrój Misia” od 12 lat wzbogacił się o wokalistkę. Zawsze ciągnęło mnie wokalnie też w stronę jazzu, dobrze się czuje się w takich klimatach. Na pierwszej płycie są utwory w których, mam nadzieję, to słychać. Na scenie, jeśli wszystko gra, daję z siebie wszystko. Tylko tyle i… aż tyle.